Nieuchronnie zbliża się jesień

Był taki czas – całkiem niedawno, kiedy zagubienie w zgiełku potęgowało moje poczucie bezradności. Kiedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, że sam wzmacniam negatywne sygnały, które do mnie docierały.

Muzyka, której słuchałem. Środowisko, w którym przebywałem i to jak reagowałem na bodźce zewnętrzne.

Dość enigmatycznie zacząłem. Wiem!

Chodzi mi o ciszę.

Możliwość niesłyszenia tego wszystkiego, co nie pozwalało mózgowi na reset. Na godziwy odpoczynek po wielu godzinach codziennej aktywności. Na zasłużony pakiet spa.

Tak wiele się działo, że nie umiałem już nad tym zapanować. Konsekwencje takiego długotrwałego stanu mogą być bardzo nieprzyjemne w skutkach i nieuchronnie zbliżałem się do niechcianego stanu niezdrowia. Do depresji, z którą przyszłoby mi się mierzyć, gdyby nie moja rozpaczliwa potrzeba poradzenia sobie z tym niezwykłym dla mnie złym samopoczuciem.

Zaczęło się od stresu, który utrzymywał się dłużej niż zwykle. Stresu powstałego w wyniku wspomnianego zgiełku, wyjątkowo dużej presji w pracy, a i pewnie warunków atmosferycznych, które wtedy panowały. Jak można się domyślić tą porą była jesienno zimowa aura, która z powodu braku słońca może pogorszyć nasze samopoczucie. Może wpłynąć na naszą samoocenę. Długie wieczory i ogólna atmosfera przygnębienia skłaniają do refleksji, z których wnioski mogą być mało optymistyczne.

Na szczęście z pomocą przyszły rozum, pogoda
i wola ogarnięcia bałaganu w głowie.

  1. Pogoda przyszła jako ostatnia i praktycznie „na gotowe”.
  2. Rozum dobijał się do podświadomości tak długo, że w końcu się dobił. Dogadali się i wspólnie ustalili ścieżkę, którą postanowili mnie poprowadzić ku lepszemu.
  3. To, że rozum się przebił do podświadomości było wynikiem tego, że był pchany wolą bycia zdrowym – również na duchu. Tak duży stres, który wtedy utrzymywał się w moim organizmie ma także także druzgocący wpływ na ciało.

 

Co konkretnie zrobiłem – do sedna!

  • zmieniłem słuchane playlisty w telefonie z rockowych i metalowych na ambient, relaksującą elektronikę i temu podobne
  • zamiast kawy w pracy piłem herbaty ziołowe z melisą włącznie
  • ćwiczenia fizyczne koncentrowały się w obszarze stertchingu
    i mobilizacji – bez wysokiej intensywności
  • mówiłem chyba trochę mniej niż zwykle, ale to pewnie nie było zaplanowane działanie, a wynik ogólnego uspokajania
  • postanowiłem także odwiedzić specjalistę, który po prostu pozwolił mi się wygadać – czasem warto się przekonać na własnej skórze „jak to się je…”
  • często praktykowałem jednominutowe głębokie oddechy, które nie dość, że pozwalały płucom na pełne dotlenienie to także izolowały na ten krótki moment od zgiełku
  • zacząłem tworzyć scenariusze na wypadek różnych sytuacji (głównie zawodowych), każdy z nich miał mieć pozytywne zakończenie
  • ostatnia ale nie najmniej ważna pozycja – wróciłem do czytania! Zacząłem od cienkich poradników na temat opanowania stresu, relaksu, oddychania i porządkowania spraw
Czy pomogło?

Każdy punkt w połączeniu z wszystkimi pozostałymi z pewnością TAK! Trudno jednak ustalić, co miało największy wpływ na uzyskanie większego spokoju.

W dzisiejszych czasach, żeby uzyskać długotrwały spokój chyba trzeba by było wyjechać do jednej z buddyjskich świątyń
i oddawać się medytacji. Mam wrażenie, że tam najlepiej dociera do nas, co w życiu jest naprawdę ważne!

Każdy ma inne cele i inaczej do nich dochodzi. Inaczej także radzimy sobie w chwilach zwątpienia. Mnie wtedy pomogło to, co zrobiłem…

8 odpowiedzi do “Nieuchronnie zbliża się jesień”

  1. Ten moment we wrześniu, kiedy dni stają się wyraźnie krótsze, a noce chłodniejsze faktycznie może przyprawiać o depresję. Mnie też łapie taka jesienna chandra, która czasami nie chce odpuścić do kolejnego letniego przesilenia. Dobry film, czy książka pozwalają się od tego wszystkiego zdystansować.

  2. Cieszę się, że poradziłeś sobie ze złym samopoczuciem i że teraz jest lepiej. Oby tak dalej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *