fbpx

Warto rozmawiać

Dużo piszemy, a raczej komunikujemy się pisząc.

Tekstowa forma komunikacji ma swoje plusy i minusy – czego jest więcej? Nie wiem, bo jak to zwykli mawiać prawnicy: „to zależy”.

Tekstowa forma komunikacji jest nie inwazyjna.
Pisząc nikomu nie przeszkadzamy, nie musimy wychodzić z biura, pokoju czy odchodzić od innych osób w grupie by napisać. Czy to dobry moment na komunikat, to zupełnie inna sprawa. Tu raczej o formę i treść, a nie fakt kultury, czy szacunku mi chodzi.

Olbrzymia ilość komunikatorów też nie bierze się znikąd. Jest popyt, to jest i podaż – znaczy się ludzie piszą. Używają komputerów, smartfonów, tabletów, a nawet smart zegarków.

Efekt pochylonej głowy widać na każdym kroku.

Nie każdy z pochyloną głową i oczami w ekranie od razu pisze.
Może gra, może czyta, a może ogląda. Wracam jednak do pisania.
Zacząłem od wygody, bo zawsze i wszędzie (no prawie), no i nikomu raczej nie przeszkadzamy, co ma miejsce w przypadku rozmów – tych przez telefon szczególnie. Wiedzą o co chodzi Ci, którzy nie raz mieli okazję być niemalże przymuszonymi do słuchania cudzych rozmów, wzdychań, sapnięć wzbogacanych wzruszaniem ramion, czy inną wymowną gestykulacją.
Przedział w pociągu, tramwajowy wagon, autobus, czy wiata przystanku. Nie wiem, jak to się dzieje, ale odbierając telefon przestajemy być tu i teraz – przenosimy się na inną planetę, gdzie ludzie wokół nas nie widzą i nie słyszą?

To bywa irytujące.

Tubalne lub piskliwe głosiki wybrzmiewające w tych wszystkich miejscach, gdzie bywa to najbardziej irytujące, naruszające naszą i tak już ściśniętą strefę komfortu.

Wybieram pisanie. Nikomu nie będę przeszkadzać.

Jednak pisząc narażamy siebie i odbiorcę komunikatu na liczne nieporozumienia. Nie dlatego, że słownik podmieni nasze słowo i zupełnie zmieni ono wydźwięk wypowiedzi, choć to także bywa istotne.
Jak słusznie i żartobliwie tłumaczy Profesor Bralczyk „Jest różnica, czy robisz komuś Łaskę, czy Laskę”, więc ignorowanie polskich znaków w tekście pisanym, nawet w komunikatorze, bywa ryzykowne. Podobnie z resztą ma się kwestia stosowania interpunkcji.
Mnie chodzi jednak o brak ważnego elementu w takiej formie komunikacji, a mianowicie brak emocji, które w klasycznej rozmowie bywają decydujące.

Emocji nie uzupełnią symbole uśmiechniętych, czy smutnych buziek, więc nawet jeśli wzbogacamy tekst pisany rozmyślnymi emotikonami, to i tak komunikat może być zrozumiany inaczej, niż wynikało to z intencji autora.

Czytałem kilka dni temu w internecie żartobliwy tekst, który mówił mniej więcej tyle: mamy usta by mówić mniej niż słuchać, bo uszu mamy parę, a skoro palców po pięć u każdej dłoni… to pisać należy na potęgę. Uśmiałem się, bo coś w tym jest, ale czas przejść do mówienia.

Ostatnio więcej mówię. Więcej niż zwykle, ale zdecydowanie więcej słucham, bo zgodnie z tym co powyżej para uszu i jedne usta – proporcje należy zachować.
Mówienie, jak mówienie – o rozmowę mi chodzi znacznie bardziej, niż o mowę samą w sobie.
Zaskakujące, jak w dzisiejszych czasach można jeszcze zachwycać się zwykłą wymianą zdań z drugim człowiekiem.

Rozmowa, kiedy patrzysz i widzisz.
Rozmowa, kiedy słuchasz i słyszysz.

 

Gdyby to nie wynikało jednoznacznie z tekstu pozwolę sobie na podsumowanie.

Nie mówię NIE komunikatorom, ale dostrzegam ich niedoskonałość w spełnianiu swojej roli, kiedy większą część dialogów przeniesiemy właśnie w to miejsce.

Mówię TAK klasycznej formie wymiany słów, myśli i uczuć.
Rozmowa, która nadal istnieje w swojej klasycznej formie winna być kultywowana, a nawet traktowana jako przedmiot nauczania.
Uważam tak, ponieważ zbyt często jestem świadkiem, a czasem nawet uczestnikiem, wymiany słów, które nie docierają do odbiorcy mimo, iż ma on dwoje uszu. Przedmiotem nauczania powinno zatem być bardziej słuchanie niżeli mówienie.

You may also like...

16 komentarzy

  1. Tomek pisze:

    Ja też wolę rozmowę twarzą w twarz, ale zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest ona możliwa.

  2. Mateusz pisze:

    Pisanie jest najlepszą formą komunikacji, jednak wymaga od nas pewnych nawyków.

  3. Olga pisze:

    Ja chyba jednak wolę werbalnie – nawet jeżeli (w pracy) muszę zejść na inne piętro 🙂

    • Woytech pisze:

      Ja nie zawsze mam taką możliwość, więc piszę…
      ale jestem coraz bardziej świadom ułomności takiej komunikacji

      • Olga pisze:

        Teoretycznie, część firmy,w której pracuję, jest w innym mieście, wieć z nimi mejlowo, z resztą ZAWSZE werbalnie 🙂

  4. naprawdę interesujące spojrzenie na potrzebę komunikowania się… rozmowa twarzą w twarz zawsze dla mnie będzie najlepsza, ale komunikatorów mam kilka i ich używam. bo są właśnie wygodne

  5. Damian Garbus pisze:

    To wszystko prawda. Niesamowite jest to jak często widze se w mailach piszemy o tym samym ale brak emocji stwarza brak zrozumienia i efekt jest taki jakbyśmy pisali o różnym spojrzeniu.

    • Woytech pisze:

      Mam nieodparte wrażenie, że coraz mniej rozmawiamy, ale przecież to da się zmienić. Każdy zaczyna od siebie 🙂

  6. Ja od zawsze lubiłam właśnie pisać. Kiedyś były to listy, nawet do własnej mamy w pokoju obok, teraz maile, listy (także!), smsy, wiadomości na chacie, blog…

  7. Zasadniczo się zgadzam. Nic nie zastąpi rozmowy twarzą w twarz, możności spojrzenia w oczy, reagowania na czyjąś mowę ciała, itd Nie mniej jednak pisanie bywa czasem niezwykle wciągające. W pisaniu jest pewien klimat, jakiś szczególny też rodzaj intymności. Chyba szczególnie na początku znajomości z kimś, ludzie znacznie szybciej i bardziej otwierają się pisząc aniżeli pijąc z nim kawę.

  8. Monika Flok pisze:

    zdecydowanie wole rozmowę oko w oko..ona daje więcej człwoekikowi niż pisanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wordpress Social Share Plugin powered by Ultimatelysocial